Skip to content
narrow screen wide screen auto screen Increase font size Decrease font size Default font size blue color orange color green color

EKONOMIK TRAVEL

Wisła: Dęblin - Warszawa Drukuj Email
Wyprawy kajakowe
wtorek, 25 listopada 2014 23:41

biwak 1 dana stoiMoja pierwsza wyprawa z Sandomierza do Puław w lipcu otworzyła mnie na Wisłę. Płyniecie tą rzeką nie jest porównywalne z żadnym spływem inną polska rzeką. Szerokość, poczucie odosobnienia, dzika natura i nade wszystko przeurocze łachy piaszczystych wysp. To wszystko spowodowało, że musiałem to pokazać Danie i samemu jeszcze raz to przeżyć. Wygospodarowaliśmy na to 3 dni. Początkowo miał to być ostatni weekend sierpnia, ale w końcu popłynęliśmy tydzień później. Okazało się, że pogoda była wtedy bardzo dobra i bardzo letnia tzn było gorąco i prawie bezchmurnie.
Wybrałem odcinek z Dęblina do Warszawy a nie z Puław. Z Puław zachowana byłaby ciągłość z poprzednią wyprawą. To z ostrożności. Zależało nam na powrocie w poniedziałek.


Czas wyprawy: sobota-niedziela-poniedziałek.
Odległość wg kilometrażu: 118 km
Średnia dzienna droga: ok. 40 km.
Jeśli w sobotę wypłyniemy o 10:30, to mamy szansę zrobić 40 km. Wypłynęliśmy dopiero o 12:30. Droga samochodem do Dęblina to nie expresówka na całej długości. Od Kielc wąskie drogi, kilka wahadeł na naprawianych drogach i objazdy. Z prognoz pogodowych wynikało, że wiatr przeważnie sprzyjający na całej trasie, ale z tymi prognozami...Wzięliśmy żagiel, więc wiatr był istotnym czynnikiem powodzenia pokonania całej trasy.
Mieliśmy szczęście, że udało się zostawić samochód tuż przy moście w Dęblinie a nie tracić jeszcze czas na szukanie jakiegoś parkingu. Przy moście jest MDK w Dęblinie a dyrektorka zgodziła się na pozostawienie auta pod budynkiem. W Warszawie mieliśmy zakończyć rejsik przy wejściu do Portu Czerniakowskiego. Stamtąd ja pociągiem po samochód a Dana zostaje z ekwipunkiem. By zdążyć wyjechać Warszawy o przyzwoitej godzinie, należało przypłynąć do 14-15tej. Jak widać było parę czynników, które musiały zagrać by to się udało.

Dzień pierwszy

Po zapakowaniu łódki wystartowaliśmy spod mostu o 12:30.

start dblin

Pogoda wymarzona, słońce i watr w plecy. Zrefowałem początkowo żagiel ale za godzinę postawiłem cały. Płynęliśmy dość szybko, ale wiatr słabł. Rzeka szeroka z licznymi mieliznami. Na jednej zawiesiliśmy się.

mielizna

Trzeba było wysiąść i przeciągnąć łódkę poza mieliznę. Mielizny to łachy piachu przykryte ok. 15 cm warstwą wody. Woda nad mielizną jest pomarszczona, po tym ją można poznać. Jest też bardzo niebezpieczna, gdyż mielizny mają nagłe i strome zakończenia, po których głębokość wzrasta nawet do 2 m. Trzeba patrzeć pod nogi i przed krawędzią wsiąść i przepchać się ten ostatni metr wiosłami, bo można wpaść w najlepszym przypadku po pas.
Po niedługim czasie w oddali widać było instalacje elektrowni Kozienice

kozienice

Mieliśmy przygotowany suchy prowiant, więc połykaliśmy kilometry nie zatrzymując się na brzegu. Przed Kozienicami wiatr ustał. Przeszliśmy na napęd pedałowo-wiosłowy i tak płynęliśmy do końca tego dnia. Postanowiliśmy, że ok. 18-tej kończymy dzisiejszy rejs i rozbijamy się na którejś z piaszczystych łach. Zauważyliśmy sporo wędkarzy na brzegach. W końcu to sobota i do tego piękna, więc wędkowanie to sama przyjemność. Ok. 17:30 zaczęliśmy się rozglądać za jakimś przyjemnym brzegiem. To, co wypatrzyliśmy lornetką niezbyt nadawało się do przybicia z powodu wysokich i stromych brzegów o wysokości ok. 1 m. Znaleźliśmy jakąś małą lukę przy dużej wyspie. Wglądała zachęcająco. Po przypłynięciu okazało się, że na szerokości ok. 3-4 m od brzegu w głąb jest warstwa czegoś, co bardzo przypomina ił. Konsystencja półstałej mazi, która nie daje się zmyć wodą, jest śliska i ogólnie do d.. Na dodatek pełno śladów racic krów i nie tylko racic. Odpływamy. Niestety ił poprzyklejal się do dna w okolicy dziobu i zanim się spłukał, łódka nie szła za szybko. Nic to. Są inne miejsca. Na lewym brzegu duża łacha. Płyniemy. Po przybliżeniu się okazało się, że z powodu płaskiego brzegu owa maź iłowa jest na szerokości ok. 5 m ! Odpływamy. Szkoda, bo miejsce urocze. Co się dzieje ? Gdzie te piękne miejsca z czystymi brzegami z lipca ?
Pogłówkowałem i wyjaśnienie się znalazło – spadek poziomu wody. W lipcu woda przybierała, więc zalewała wyższe partie piasku a teraz odpływa i zostawia na tym ślicznym piaseczku to g.. ! Taki jest urok tej rzeki. Niesie w sobie sporo iłów, które osiadają na piasku, a jej poziom zmienia się cały czas. Już 18 ta, a my na wodzie ! Słońce coraz niżej, zmrok zapada szybko (szczęście, że czyste niebo, to jasno jest także po zachodzie słońca). Już grubo po 18 tej a my od prawego do lewego i nic nie ma sensownego ! W końcu na prawym brzegu jest łacha niestety z wysokim, na 1 metr, brzegiem nie do pokonania dla naszej łódki a przede wszystkim bez możliwości bezpiecznego wyładunku bagaży; w odległości 1 m od brzego jest głębia na wysokość wiosła i wartki nurt. Ponieważ jest to wyspa, więc płyniemy na jej koniec. Tu jest płaski brzeg ...z mazią i bez nurtu. Nie zdecydowaliśmy się na "spacer" po mazi tylko wciągnęliśmy łódkę pokonując obniżająca się skarpę w takim miejscu, by już nie było mazi a brzeg wysoki na max. pół metra. Po mordędze wytaszczania łódki na brzeg, szybkie rozbicie obozu, kolacja i ...ciemno.

biwak 1 dana stoi

biwak-wieczr 1

 

Jak wspominałem, pobliskie brzegi pełne były wędkarzy z całymi rodzinami. Od naszego obozowiska do nich była odległość ok. 100 – 150 m. Wieczorem to nie miało znaczenia, widać było światełka i słychać rozmowy.

Dzień drugi

Rano okazało się, że jesteśmy jak na scenie greckiego teatru: z trzech stron widownia, płasko, ni krzaczyny.

pierwszy biwak mapa

Jak tu siusiu robić albo i co inne ? Kilkanaście metrów od nas, nad brzegiem było niewielkie obniżenie terenu. Gdy się kucnęło widać było tylko głowę. Skorzystaliśmy z tej sposobności i jakoś poszło.
Wstaliśmy wcześnie by jak najszybciej wypłynąć i przebyć planowane minimum. Po śniadaniu i sprawnym załadunku łódeczki, zepchnęliśmy ją ze skarpy do wody i w drogę.

ranek 1 biwak

Było ok. 8:30. Wiaterek już zaczął powiewać z godziny 4-5 więc żagielek wziął się do roboty. Pogoda w ten niedzielny dzień zapowiadała się świetna. Po drodze mijaliśmy liczne piaszczyste łachy, wystające z wody kępy konarów i gałęzi oplecionych wokół przeszkód podwodnych. Minęliśmy także bocznokołowy prom zacumowany na rzece.

bocznoko-2

Widać go także na mapie satelitarnej

bocznokoowiec mapa

Ok. południa postanowiliśmy zatrzymać się gdzieś i pójść do sklepu po napoje i coś na kolację i następny dzień. Z pomocą GOOGLE maps i nawigacji ustalenie naszego położenia było dziecinnie proste. Trudniejsze było odgadnięcie, czy miejscowość przy brzegu posiada jakiś sklep.
Postanowiliśmy zaryzykować w Holendrach przy prawym brzegu. Brzegi są bardzo nie przychylne do cumowania nawet takim małym łódeczkom. Błoto, ślisko i żadnej drogi. Mieliśmy szczęście, ze trafiliśmy na wędkarza, który podjechał samochodem. Wiadomość nie była mila. Do sklepu ok. 3 km, ale na drugim brzegu w Mniszewie  jest sklep. Drogowskazem była widoczna, biała wieża kościoła. Popłynęliśmy chyżo, ale brzegi tak niedostępne, że daliśmy spokój. Trudno, za to pogoda super, wiaterek pracuje trochę z godziny 2 giej, ale za to mocniejszy i można pohalsować.  Najbliższe większe miasto to Góra Kalwaria i tam postanowiliśmy się zatrzymać. Po drodze zawiesiliśmy się na jednej łasze podwodnej i mieliśmy przygodę z dronem. W pewnej chwili na pustej, szerokiej w tym miejscu rzece, słyszę hałas jakby motorówki, której...nie widać. Po chwili dźwięk zaczął dziwnie się przemieszczać i okazało się, że to maleńki samolocik sterowany gdzież z brzegu. Polatal nad nami, pomachał swoimi skrzydełkami. My jemu odmachaliśmy i odleciał. Takie czasy, pusta rzeka a z góry zajrzą ci za koszulę.

Około 15 tej zbliżyliśmy się do mostu drogowego przy Górze Kalwarii. Zasięgnęliśmy języka i okazało się, że dobrze zaopatrzony sklepik jest 200 m od brzegu z dogodnym dojściem od strony wody.

zakupy

zakupy gra kalwaria

Trzy wyładowane dobrami torby plastikowe wkrótce zostały rozlokowane w łódce. Można żyć i płynąć. Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego wieczoru postanowiliśmy nie popełniać drugi raz błędu „last minute" z poszukiwaniem biwaku. Upłynęliśmy jeszcze ok. 8 km i zrobiła się 17 ta. Po minięciu przeprawy promowej w odległości ok. 1 km była wyspa z laskiem i piaszczystym brzegiem.

przeprawa promowa 2

Omiotłem lornetką teren i zobaczyłem czerwona tabliczkę na słupku. Taka tabliczka to nic dobrego nie wróży. Podpłynęliśmy bliżej i okazało się „zakaz biwakowania – park krajobrazowy". Trudno, zbyt piękne miejsce, by nie skorzystać. I tak zrobiliśmy. Podpłynąłem do brzegu jak się dało najbliżej (mielizna), po czym przepchęliśmy łódke do brzegu po śliskim, ilastym dnie i rozpoczęło się biwakowanie. Namiocik rozbliśmy na wyniesieniu pod laskiem z pięknym widokiem na rzekę.

drugi biwak mapa

drugi nocleg

To był piękny wieczór. Ognisko, gril, nawet motolotniarz nad nami przefrunął jak wieczorny puchacz. Potem było kino namiotowe na tablecie. Przed pójściem spać zauważyłem jakby łunę z daleka na drugim brzegu. To Warszawa swoimi światłami z ok. 20 km (w linii prostej) wabiła nas do siebie. Zaczekaj do rana, przybędziemy !

Dzień trzeci

Ranek był chłodny i mocno zroszony. Namiot wyglądał jak po ulewie choć całą noc niebo wygwieżdżone. Niebo bezchmurne zapowiadało kolejny i ostatni, piękny dzień tej krótkiej wyprawy. Do smażenia jajecznicy nie użyliśmy gazu tylko harcerskiego sposobu ognia w dołku. Ten mały „piecyk" na kilka patyczków jako opał spisał się wzorowo.

drugi biwak jajcznica

W międzyczasie podładowaliśmy telefony z akumulatora żelowego specjalnie w tym celu wziętego i zaczęliśmy powolne pakowanie. Powolne, gdyż chcieliśmy podsuszyć namiot, ale nie chciał wyschnąć. Wysechł w domu. Okazało się, że w Wiśle wody przez noc ubyło. Łódka, która, co prawda leżała na dnie, ale w wodzie; wczoraj było ok. 5 cm wody, to już dzisiaj była tylko maź. Krawędź wody zaczynała się 1,5 m dalej.

ranek 2

Na szczęście maź była tak śliska, że pełna łódka weszła na głębszą wodę jak po smarze. Zaczęliśmy płynąć wśród mielizn zaznaczonych zmarszczoną wodą nad nimi. Szukaliśmy korytarzy wśród nich jednocześnie obserwując brzegi i nurt. Widzieliśmy jeszcze co najmniej jedną tabliczkę z zakazem biwakowania. Przepływaliśmy dość ciasny zakręt w lewo  . Zewnętrzny, wysoki na 2m brzeg tego wirażu, był obrazem siły destrukcyjnej wody. Na brzegu rosły drzewa, przeważnie brzozy. Widać było dużo powalonych drzew. Jedne były koronami w wodzie trzymając się resztami korzeni na swoim dotychczasowym miejscu. Inne tylko pochylone jakby przeglądały się w wodzie ryzykując nieuchronny upadek. W innym miejscu wokół zagrzebanego w dnie a wystającego nad wodę pnia, gromadziły się te, które wpadły do wody i zaczepiły konarami jakby szukając nadziei na ratunek i próbując się wydostać na brzeg. Co roku woda zabiera tam parę metrów lasu. Za to na brzegu przeciwległym sytuacja odwrotna; powstają łachy piachu, który najpierw porasta trawą, potem krzewami by po jakimś czasie wkroczył las. Taki to filozoficzny nastrój opanował nas w tamten czas.
Wisła zaczęła być węższa i za którymś zakrętem daleko zamajaczyły warszawskie „drapacze" chmur.

w-wa 1

W tym dniu o tej porze akurat niewiele było do drapania. Ni chmurki na niebie ! To zderzenie dzikiej jeszcze przed chwilą rzeki z tym widokiem trudno nazwać. To jest efekt naturalności Wisły, nie dzikiej – naturalnej. By ocalić te drzewa na owym wirażu można by zabetonować brzeg i byłyby żyły, ale wtedy rzeka nie żyje.  Dzięki temu, że to obszar chroniony nie tylko dla Polaków, ale i dla Europy, mamy w środku cywilizowanego kraju taką naszą małą Amazonkę. To jest fantastyczne i to właśnie czułem wtedy, gdy zobaczyłem ten widok:

w-wa 2

Od tego widoku już mentalnie znaleźliśmy się w rzece miejskiej, na brzegach coraz więcej elementów przemysłowych: pogłębiarki, umocnione zatoki, wreszcie mosty.

most

Coraz więcej też ludzi widać na rzece i na brzegach. Jemy ostatnie kanapki i zbliżamy się do lewego brzegu, by nie minąć wejścia do Portu Czerniakowskiego. Nurt nie jest szybki, więc jest czas na korektę kursu, gdybyśmy wejście zauważyli zbyt późno. Widać ! Szerokie wejście za cyplem z pomnikiem żołnierzy 3 DP I Armii WP .

pyta desantu

Dochodzimy do plaży przy płycie desantu. To obecnie miejsce rekreacji; bary, plac na imprezy, plaża. W tym czasie akurat remontowane. W 1944r w miejscu tym nastąpił desant żołnierzy Berlinga na pomoc walczącej Warszawie. Więcej faktów historycznych można znaleźć TU

Tymczasem, po wyciągnięciu łódki na brzeg, szybko się przebrałem i udałem się w drogę do Dęblina po samochód.

pyta desant dka

Marszrutę opracowałem wcześniej z pomocą doskonałej aplikacji na smartfona określającej pokonanie zadanej trasy w Warszawie  oraz rozkładu jazdy PKP/PKS e-podróżnik. Bardzo rzadko korzystam z tramwajów, autobusów i kolei dlatego mile byłem zaskoczony jakością warszawskich tramwajów, punktualnością a także komfortem pociągu do Dęblina. Po 2 godzinach byłem w Dęblinie jadąc wygodnym, klimatyzowanym pociągiem. Powrotna podróż samochodem poszła równie sprawnie i ok. 16:10 byłem na miejscu. Z powodu remontu, nie można było zjechać samochodem bliżej brzegu, wiec cały sprzęt i bagaże taszczyliśmy na górny parking. Zajęło nam to ponad 2 godziny w zaduchu przedburzowym. Gdy wreszcie ruszyliśmy ok. 18 tej, zaczęło padać, po czym lunęła ulewa, która symbolicznie spłukała trudy wyprawy.

Tu jest filmik z wyprawy:

 


W przyszłym roku planujemy dalszy etap Wisłą do Torunia a następnie aż do morza.

 

Polecamy

polecamy




 

Ubezpieczenia on-line:

logo

 

dragons den logo

 

 

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości