Skip to content
narrow screen wide screen auto screen Increase font size Decrease font size Default font size blue color orange color green color

EKONOMIK TRAVEL

Obra Drukuj Email
Wyprawy kajakowe
czwartek, 06 listopada 2014 22:50

sany0082


O Obrze dowiedziałem się z opisu wycieczki po tej rzece na jednym z portali kajakarsko-kanuistycznym. Od razu w takich przypadkach wskakuję na Google Maps i oglądam przebieg rzeki i robię zbliżenia na wersji satelitarnej. Obra od razu mi się spodobała, gdyż ma w swoim biegu kilka jezior w ciągu rzeki oraz kilka bocznych. Na jedne się wpływa – te boczne -  na inne nie. To są akweny dla mnie ! Można powiosłować, popedałować (bynajmniej nie na rowerze tylko w Podróżniku) i oczywiście pożeglować.

Planowałem popłynąć z Kopanicy na 3-4 dni w jakiś słoneczny, wydłużony weekend. Najpierw miała to być majówka, ale było zimno, więc zamiast Obry zrobiliśmy jednodniową wycieczkę Kanałem Gliwickim. Odkrycie ! - odrębna historia.
Ten kanał to tak naprawdę początek naszej Obry. A było tak. Planowaliśmy popłynąć Kanałem Gliwickim z Gliwic do mariny Lasoki w Kędzierzynie Koźlu.

Odległość nie mała, ale do zrobienia. Zawieźliśmy Podróżnika do Mariny Gliwice a potem samochód do Lasok w dniu poprzedzającym wyprawę. Nie przewidzieliśmy dodatkowego czasu w ilości niemal 3 godzin na pokonanie 6 śluz w tym jedną w remoncie. Musieliśmy zrezygnować w 2/3 i wykonać „telefon do przyjaciela", który mieszka w Kędzierzynie, by ten przyjechał po mnie i zwiózł do Lasok po auto. Tak się stało i w ten sposób spędziliśmy bardzo miły wieczór do rana w Kędzierzynie. No dobra, a gdzie tu Obra ? Jest i Obra. Okazało się, bowiem, że znajomi wraz z innym znajomymi płyną Obrą z Kopanicy do Skwierzyny w drugi tydzień lipca. No to pasuje ! My też z Wami !
Jak się okazało 70% uczestników była już przez nas „deja vu" w innych okolicznościach. Wśród nich wytrawny organizator dotychczasowych corocznych spływów – Wojtek. To on wymyślił Obrę, wydrukował mapy (zalaminowane), zamówił "firmowe" koszulki i czapeczki (zielone), spiął budżet i wstępnie rozplanował postoje. Logistyka spływów wygląda tak: umawiamy się na miejsce startu i do wieczora ekipy zjeżdżają samochodami. Zwykle jest ognisko itd., a rano przyjeżdża właściciel kajaków z kajakami i pakujemy kajaki. Pakujemy tylko to, co niezbędne na jeden dzień. Bez namiotów i całego anturażu biwakowego. Teraz następuje przewiezienie samochodów na metę w danym dniu. Na miejscu biwaku wieczornego zostawiamy samochody a kierowcy wracają jednym lub dwoma samochodami na start. W tym rozwiązaniu muszą być osoby, które nie płyną. Zawsze się takie znajdą. Po wypłynięciu kajakami samochód (samochody max 2) wracają na metę.
Tak co dzień.
Na Obrze było podobnie. Spotkaliśmy się w sobotę 5 go lipca nad jez. Wąchobskim w pobliżu Kopanicy. Tam spędziliśmy uroczy, chodź trochę zakrapiany deszczykiem i..., wieczór.

img 0005


Za to ranek był słoneczny. Po śniadaniu pierwsza kapiel i pirwsze pływanie Podróznikiem z najmłodszym uczestnikiem, Mateuszem.

20140706 092331

i po spakowaniu biwaków pojechaliśmy do Kopanicy. Zaczynały się upały. Zaopatrzyliśmy się w większą ilość napojów i wypakowaliśmy rzeczy do podstawionych kajaków przy pomoście kajakowym przy moście na rzece.  Kierowcy odstawili samochody na biwak nad jeziorem Błędno prawie naprzeciw wsi Nowa Wieś.

img 0016


Wrzuciliśmy kajaki na wodę i płyniemy. Tylko my mieliśmy własny kajak od pierwszego dnia. Później dołączył jeszcze kolega z Prionem. Nasz Podróżnik z powodu większej wagi i zarośniętego koryta rzeki (wyjatkowo niski poziom wody w tym sezonie), poruszał się nieznacznie wolniej od reszty grupy. Nie mogliśmy użyć ani napędu pedałowgo ani silniczka elektrycznego z powodu roślin.

adam wiosluje 

Na jazie za Nową Wsią zawiesiliśmy się na betonowej przegrodzie i ani w prawo ani w lewo, ni w przód ni w tył. Pomogli nam chłopcy, którzy kąpali się przy jazie (woda była glęboka na ok. 1,5m), podnieśli i zepchnęli rufę.
Dalej wpłynęliśmy na j. Chobienickie. Odtąd zaczyna się piękny fragment Obry z licznymi jeziorami. Na taką okoliczność Podróżnik posiada żagiel. Na Obrę nie zabraliśmy wersji żaglowej (maszt, żagiel, oba pływaki) gdyż na znacznej części Obry poniżej j. Wielkiego do Międzyrzecza a szczególnie za tym miastem występują liczne zwałki często połączone z przenoskami. Zabraliśmy jedynie jeden, lewy pływak dla komfortu ale i to nie było potrzebne. Właściciel wypożyczalni kajaków nie pamiętał tak niskiego stanu od kilkunastu lat. Tu dygresja. Przy planowaniu wyjazdu byłem pewien, że stan wody jest w tym sezonie wysoki. Sporo padło przez maj i czerwiec. Okazało się, że akurat w dorzeczu Obry opadów było niewiele. Sporo czytałem o warunkach spływu Obrą. Rzeka ta jest uciążliwa szczególnie za Międzyrzeczem do Skwierzyny. W naszej grupie było kilkoro dzieciaków w tym troje w wieku poniżej 12 lat, zatem zarówno wybór miejsc biwakowych jak i uciążliwość spływu miały znaczenie. Na biwaki wybieraliśmy miejsca nad jeziorami, dogodne do kąpieli.
Pierwszy biwak był nad j. Błędno na terenie wsi Perzyny. Dogodny dostęp do plaży i miejsce na ognisko.

sany0087

Zanim tam dopłynęliśmy zatrzymaliśmy się przy moście w Grójcu Wielkim. Tu właśnie przy wysiadaniu Dana miała kąpiel przez plecy za sprawą złożonego pływaka. Płynęliśmy z pływakiem „rozłożonym". Przy dopływaniu do ciasnego brzegu, gdzie było sporo kajakarzy, złożyłem pływak do burty. Dana wysiadając na prawą burtę, z przyzwyczajenia, ze Podróżnik jest stabilny, z pływakiem popełniła błąd. To przyzwyczajenie tym razem okazało się zgubne. Przy wysiadania na burtę prawą, praktycznie bez pływaka, łódka się przechyliła i ..plum.

sany0065

I tu uwaga: zawsze, nawet w piękną pogodę warto mieć telefon w wodoodpornym etui. Przy takim upale, jak wtedy panował, ubranie wyschło w ciągu godziny.Wieczorem zawiozłem akumulator od łódki do naładowania do najbliższego gospodarstwa. Trochę eksploatowaliśmy silniczek by panie mogły poplotkować.

20140707 153314

Następnego dnia po śniadaniu pakowanie i odjazd samochodami na nowe miejsce biwakowe. Dzień był piękny więc należało go wykorzystać "na maxa". Nie może być jednak zbyt pięknie ! Jeden z samochodów nie odpalił. Zaholowałem go do najbliższego warsztatu (był po drodze). Tam w ciagu dnia dokonano naprawy. Na szczzęście to nic poważnego i...niedrogiego.

 auta

 

20140707 102102

Dziś było trochę trudniej (kolejna przyczyna opóźnienia startu kolejnego etapu), ponieważ planowane miejsce, choć bardzo dobre i wyposażone w ławki i stół, okazało się posiadać zakaz biwakowania i poszukiwaliśmy w pobliżu bardziej legalnego miejsca. Niestety nic lepszego nie znaleźliśmy, więc zaryzykowaliśmy ewentualny mandat lub kosztowne negocjacje. Po powrocie na biwak kajakowy odpłynęliśmy w pięknej pogodzie zapowiadającej upał. Jezioro Błędno nie przepływa się całe lecz tylko fragment do miejsca, z którego Obra wypływa. Jest ono na prawym brzegu w połowie jeziora przed Zbąszyniem. Zaraz na początku rzeki, między stawami, jest przenoska. Przenoska łatwa, trawiasta, tak, że można ciągnąć kajaki po gęstej trawie. Jeden z dzieciaków zasnął przed przenoską, więc nawet nie budziliśmy go tylko przejechał się kajakiem razem z mamą.

sany0092

Z powodu niskiego stanu wody, w Strzyżewie zawiesiliśmy się na kamieniach pod mostem i trzeba było wysiąść. Niby nic takiego, ale kamienie takie, że można skręcić nogę. W końcu wpłynęliśmy na j. Lutol, gdzie ok. 300 m przed mostem na A2 na prawym brzegu znajdował się „zakazany biwak". Po wylądowaniu najpierw odpoczynek i piwo.

sany0105

O ile miejsce było urocze tzn polana, to już brzeg błotnisty a woda mętna. Nie zachęcało to do kąpieli, ale w takim upale trzeba było się choć ochłodzić.
Wieczór był niezwykle towarzyski. Część imprezy była przy stole na polanie a potem ognisko nad brzegiem.

 

sany0113

 przy stole

 dsc00050

Ognisko trwało do póżnych lub, jak kto woli, wczesnych godzin nocno/porannych, co nie przeszkadzało zdrzemnąć się razem z ulubionymi zwierzętami (były z nami dwa psy).

klimek pi 

Rano rozpoczęło się od odśpiewania 100 lat "Planktonowi", który miał urodziny. W ten sposób obudził się i doszedł...do siebie.


No a potem jak zwykle rytuał: część ekipy wsiada w auta i przewozi je na nowe miejsce, a pozostali czekają. Wśród pozostałych jestem ja, więc biorę łódkę i pedałuję po jeziorze Lutol. Gdy wrócili kierowcy, ruszyliśmy do Jabłonki, która leży nad małym bocznym jeziorem obok jeziora Wielkie. Jezioro to oddzielone jest groblą od rozlewiska Obry i ma wyższy poziom wody.
Zanim tam dotarliśmy zatrzymaliśmy się pod mostem w Trzmielu i poszliśmy na piwo do Biedronki. Upał był dotkliwy, więc pobyt w klimatyzowanym markecie był kojący.

dsc00063

pod mostem 


Z powodu niskiej wody pod mostem było sporo szlamu mulastego. Kiedy przejeżdżaliśmy tym mostem samochodem za dwa dni, widać było jak woda jeszcze opadła. Dramat.
Etap był krótki (ok. 9 km) więc wkrótce znaleźliśmy się na zkręcie do przesmyku prowadzącego do jeziora przy Jabłonce. Jezioro oddziela grobla. Trzeba przenosić kajaki. Moją „ciężarówkę" przenosi 4 chłopa !

 grobla


Miejsce biwaku jest bardzo dobre, położone na terenie dawnego ośrodka, którego świetność minęła. Za to jest pusto i niedrogo a konkretnie „za friko". Przy okazji: nie było opłat za żaden z dotychczasowych biwaków.  Zaoszczędzona kasa została przeznaczona na „mleko dla dzieci".

20140710 165134


Po namyśle i rozważeniu trudności w dalszej części spływu z powodu braku wody w rzece, zdecydowaliśmy zostać w Jabłonce do piątku. W piątek popłyniemy z wypożyczonymi kajakami do Międzyrzecza i tam je „zdać", wrócić do Jabłonki a w sobotę go home.
W pierwszy wieczór w Jabłonce, a było to 7 lipca, był mecz Brazylia – Niemcy. Udało mi się znaleźć bezpośrednią transmisję w necie i łomot spuszczony Brazylijczykom obejrzeliśmy na laptopie na plaży przy ognisku. No i fajnie !

kino samochodowe


W środę, czyli dnia następnego, część osób pojechała zwiedzać obszar umocnień niemieckich sprzed II wojny. Doskonale zachowany fragment podziemnych tuneli, dzieło sztuki inżynierskiej i pracy niewolniczej więźniów. Obszar ten nosi nazwę Międzyrzecki Rejon Umocniony. Polecam zobaczyć te niesamowite budowle.  TUTAJ (http://bunkry.nazwa.pl/pl/index.html) można obejrzeć i posłuchać, na zachętę, co-nieco o tym obszarze.

dsc00085

 

img 0027 

Działonowy Klimek udzielił lekcji sztuki wojennej przyszłym pancerniakom napominając: "tylko nie zadrapcie mi tu lakieru !".

W drodze powrotnej wpadliśmy na obiad do baru przy drodze 92 prowadzonym przez Ukrainki. Doskonałe jedzenie i olbrzymie porcje ! Wieczorem obejrzeliśmy mecz w kinie biwakowym tzn laptop ustawiony w bagażniku samochodu (obawa deszczyku).

 Następnego dnia każdy robił co chciał. Część popłynęła w górę rzeki do Trzmiela a my na j. Wielkie do wypływu Obry z niego. Zamiast Podróżnika wzięliśmy kajak; lżejszy do przenoski przez groblę. Podczas przenoski na grobli zrobiłem kilka zdjęć. By mieć ujęcie podszedłem do dużego pnia drzewa leżącego w poprzek grobli by miłośnicy motywacji nie mogli rozjechać grobli samochodami. Na pniu „opalała" się duża żmija czarna bez zygzaka. Gdy mnie wyczuła spokojnie wpełzła do wnętrza pnia. Zdążyłem jednak ją pstryknąć.

dsc00111


Jeśli chodzi o tego typu gady, to jest ich naprawdę dużo. Zwłaszcza zaskrońce, których płynących po wodzie, czy to na jeziorze, czy rzece spotkaliśmy sporo.

zaskroniec

Jez. Wielkie to duże, płytkie rozlewisko z licznymi płyciznami, na których nawet kajakiem można się zawiesić. Pośrodku wyspa z gniazdami kormoranów. Kormorany są sympatyczne chyba tylko w piosence i w kluczu w locie. Hodowcy ryb ich nie znoszą z powodu żarłoczności, są czarne jak diabli, tam gdzie gniazdują drzewa umierają, a do tego są pod ochroną.

20140710 120014


Dopłynęliśmy do miejsca, gdzie wypływa Obra i powrót...pod wiatr.

wypyw obry

 

Tego dnia rozegrały się jeszcze dwie imprezy: zawody w wyścigach na kajakach po wyznaczonej trasie w kształcie pętli oraz zawody w przeciąganiu liny na kajakach a wieczorem  pogańskie obrzędy przyjęcia do grona spływowiczów 4 nowych osób, czyli m.in. Dany i mnie.
Zawody na kajakach to znakomity pomysł. Były dwie odrębne konkurencje. Wyścigi par po pętli i przeciąganie liny. Oczywiście nie obyło się bez wywrotek i łez...przegranych. Przegrać w wieku kilku lat to dramat !

zawody

 

 zawody 1


Chrzest inicjacyjny to prawdziwe znęcanie się nad ofiarą. Ofiary przetrzymywane były najpierw w namiocie-areszcie oddalonym od miejsca kaźni, by nie zdradzać tortur. Potem zawiązywano im (nam) oczy i boso, pojedynczo prowadzono na początek ścieżki tortur. Tam rozwiązywano oczy, kazano śpiewać, co kto umiał i maszerować ścieżką pełną wilczych dołów wypełnionych... mniejsza z tym. Dla kurażu, o ile było się pełnoletnim, dawano kieliszek (albo dwa, a czasem więcej) wódki. To naprawdę wyglądało na pogańską ofiarę bogom. Jeśli ktoś upierałby się przy nazwaniem tego "chrzest", to tylko takim wykonywanym przez inkwizycję w głębokim średniowieczu. Przy okazji, syn Wojtka -organizatora spływu - Kuba był średniowiecznym wojownikiem tzn należy do bractwa biorącego udział w rekonstrukcjach średniowiecznych bitew. To on był Mistrzem tej "wznosłej ceremonii". W poniższym filmiku widać jego możliwości podczas organizacji zbiórki drew na ognisko do spalenia jakiejś czarownicy, o ile akurat przechadzałaby się w pobliżu. Z braku takowej upiekliśmy kiełbaski.


Następnego dnia, jako już pełnowartościowy kajakarz, wziąłem udział w ostatnim etapie spływu. Trzeba było oddać kajaki w Międzyrzeczu i wrócić do obozu. Do pokonania 35 km w upale.


do midzyrzecza

Po śniadaniu tzn ok. 11:00 ruszyliśmy. Kolega Pietras trzymał tempo i czasu na filmiki i fotki było naprawdę niewiele. Jego wzrok na plecach (moich – często byłem na końcu a on bał się, żebym się gdzieś w trzcinach nie zagubił, więc płynął ostatni) działał jak laser, ale nie ten oświetlający tylko ten tnący i wypalający. Po drodze niemiły efekt niskiego stanu wody i przyduchy w postaci odsłoniętych, gnijących łodyg trzcin i setek zdechłych ryb. Trzeba było pokonywać także kilka zwałek. Część z nich przy normalnym stanie wody byłaby pod wodą.

20140711 121740 



W końcu dotarliśmy do centrum Międzyrzecza, gdzie jest coś w rodzaju przystani do wyslipowania kajaków. Właściciel kajaków już czekał na nas z przyczepą. Załadunek poszedł sprawnie a podwody (3 samochody) też były na miejscu.

lora na kajaki

Tak oto praktycznie spływ się zakończył. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad w „ukraińskim" przydrożnym barze gdzie można zjeść Zeppeliny ( duże wrzecionowate rolady mięsne), z tempa ich znikania z talerzy -  smaczne. Ja wybrałem coś lżejszego tzn. flaki na ostro.
Ostatni wieczór, z tego okrojonego spływu, był zwyczajowo wesoły a okazja była dodatkowa z powodu urodzin żony komandora Darka.
Następnego dnia po śniadaniu zwyczajowe grupowe, pamiątkowe focie.

dsc00178

potem pakowanie i odjazdy. Choć były plany pozostania do niedzieli, nie skusił się nikt.
Spływ nie zakończył się tam, gdzie był planowany z powodu niskiej wody, ale za to kompanija nie miała sobie równych. W powrotnej drodze świebodzki Jezus, jakby przepraszająco, bezradnie rozkładając ręce, żegnał nas mówiąc: Sorry, taki mamy klimat.

 

jezus

 

Polecamy

polecamy




 

Ubezpieczenia on-line:

logo

 

dragons den logo

 

 

Odwiedza nas

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości